Flesz-Fakty


  
 
stolica_kultury.png, 1 kB
Trzeci numer gazetki

"Za Ciosem" - Gazetka Szkolna - Numer 3


  • OKO W OKO Z...
  • TEMAT MIESIĄCA: Pajdokracja czyli rządy młodych
  • Co w Kulturze piszczy?
  • Byłam na "WESELU"
  • "Przedwiośnie"

Poza tym w numerze jeszcze między innymi:

  •  Nasze prawa
  •  Okiem Refleksyjnego Krytyka
  •  Życie szkoły: Biblioteka w akcji
  •  Wielkanoc i Dzień Wiosny
  •  DJ Vandi poleca
  •  Maniak komputerowy
  •  Pokrzepnik fizyczny Kubusia Puchatka

OKO W OKO Z...
Wywiad z panią wicedyrektor Ewą Hawryluk


Redakcja: Jest Pani wicedyrektorem ds. dydaktycznych. Na czym dokładnie polega Pani praca?

Ewa Hawryluk: To jest bardzo trudno określić dokładnie, bo jest to bardzo duży obszar. Moim zadaniem jest czuwanie nad przebiegiem nauczania w IV LO, a więc odpowiedzialna jestem za plan lekcji, za prawidłowe, systematyczne realizowanie materiałów z poszczególnych przedmiotów Ponadto muszę jeszcze na bieżąco "gasić pożary", np. tego nauczyciela nie ma, tamten zachorował, tamtemu coś wypadło, a życie musi się toczyć dalej.

R: Słyszałem, że ma Pani Dyrektor taką intuicję co do planu, wypełniania, zastępowania...

EH: To jest nie tyle intuicja, co wprawa. Powiem Ci szczerze, że jak rozpoczęłam tę pracę (to już jest 10 lat... ludzie!), to wcale nie było takie proste. W tej chwili mam, co mnie samą przeraża, plan całej szkoły w głowie. Dlatego się czasami zdarzają sytuacje przezabawne. Widzę jakiegoś ucznia na korytarzu i wiem, że nie powinien tam w tym czasie być... Jest to dla mnie momentami krępujące! Ktoś by mógł pomyśleć, że nad niczym innym nie czuwam, tylko pilnuję kto, gdzie jest w tej szkole. Ale ja po prostu znam masę ludzi z widzenia. Jeżeli kogoś widzę na korytarzu, coś mi nie pasuje, mówię: no nie! niemożliwe! No i nie mylę się, że to takie drobne rozejście się z planem danej osoby, że powinna być na matematyce, a nie np. w barku czy na korytarzu. Ja mam szaloną pamięć wzrokową. Pamiętam gdzie, kto, w jakich godzinach jest, która klasa. Mogę się pomylić o godzinę. To się nabiera wprawy, jak z krzyżówkami...

R: Powiedziała Pani, że to już 10 lat pracy...

EH: Prawie...

R: ...to która jest to kadencja?

EH: Tu nie ma kadencji. Nie. Kadencje są na stanowisku dyrektora - co 4-5 lat odbywają się konkursy. A jak będzie dalej, to czas pokaże... Ja się przede wszystkim czuję nauczycielem...

R: No właśnie... Jak godzi Pani pracę nauczyciela biologii z funkcją dyrektorską?!

EH: Tak jak powiedziałam: Ja się czuję przede wszystkim nauczycielem. Szkołę wybrałam przynajmniej 100 lat temu i muszę powiedzieć, że to nie był przypadek, nie był przymus, tak jak niektórzy mówią: jak już nic nie wyjdzie to do szkoły. Moja droga życiowa wcale nie była tak zawsze związana ze szkołą. Rzeczywiście zaraz po studiach rozpoczęłam pracę w liceum i ani dnia ani godziny nie pracowałam w innej szkole niż liceum. Po jakimś krótkim czasie, wydawało mi się, że nie wytrzymam w szkole. I zmieniłam szkołę na Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Ogrodzie Botanicznym...

R: Och...

EH: Też mi się tak wydawało: Och! I to było naprawdę interesujące, ciekawe. Zmiana zupełna. Ale wytrzymałam tam niedługo... chyba tylko trzy lata. Z tym, że była mała przerwa - miałam urlop macierzyński. Ale tam brakowało mi ludzi, nie mogłam bez tego żyć. I z instytutu w Ogrodzie Botanicznym zrezygnowałam, chociaż miałam już mocno zaawansowane prace osobiste, naukowe, bo z tym to się wiązało. Wróciłam do szkoły, przyszłam potem do "Czwórki". Z tym, że "Czwórka" była wtedy jeszcze przy Gdańskiej.

R: Czyli nie zaczynała Pani od "Czwórki"...

EH: Nie, ale zaczynałam od liceum. Do "Czwórki" przyszłam w 1983 r., czyli niebawem będzie już 20 lat. Czuję się przede wszystkim nauczycielem. I dla mnie najważniejszy jest właśnie ten kontakt z ludźmi. Mnie to nigdy nie męczy. Nigdy nie czuję się tym znużona. Człowiek ma lepszy i gorszy dzień, ale żeby czuć się znużona, zirytowana uczniami... Nie! Ja mogę się zdenerwować na kogoś, to chyba ludzkie? Praca w szkole, uważam, jest najciekawsza. To jest coś, co się zmienia, to jest żywy organizm. Ciągle coś nowego i tylko ludzie odchodzą, zmieniają się twarze, ale zawsze są ludzie. To jest coś pięknego, bo chyba nie ma nic ważniejszego niż praca z drugim człowiekiem... A jak godzę? Czasami jest mi wstyd, bo jak jest taki nawał lekcji, tutaj zmiana planu (tak jak miała teraz miejsce z tą czwartą godziną wuefu), czy jakiś nauczyciel rozchoruje się, odejdzie na dłuższy urlop, a wtedy plan musi być zmieniany doraźnie, natychmiast. I jak to godzić z lekcjami?! Wtedy jest mi wstyd przed moimi klasami, że nie mają lekcji. Ale to jest kwestia organizacji. Ja jestem typu 'skowronek', lubię wcześnie zaczynać. W szkole jestem wcześnie i wiele rzeczy już zrobię rano, kiedy jest jeszcze spokój.

R: Pewien XVIII-wieczny poeta francuski zauważył, że "owoc pracy najsłodszy jest ze wszystkich rozkoszy". Co, Pani zdaniem, jest najsłodszym owocem pracy nauczyciela, czy dyrektora?

EH: Raczej nauczyciela, trzeba by było w tym kontekście, bo te dwie funkcje się zazębiają. Dyrektor zawsze jest nauczycielem, a w szkole nauczyciel zawsze może być dyrektorem. Zawsze jednak jest przede wszystkim nauczycielem. To, jak widzę gdy człowiek dojrzewa, jak patrzę na młodych ludzi, gdy zaczynają w wieku 14-15 lat i często jestem świadkiem ich dorastania, dojrzewania, zmagania się z problemami, i na koniec, kiedy widzę ich na maturze. Możesz mi wierzyć, to nie jest nic, co mówię do gazety. To jest coś najpiękniejszego, kiedy patrzę na tych dorosłych ludzi, dokładnie dojrzałych. Niektórzy tak pięknie się prezentują. Tu nie chodzi o tę prezencję wizualną, ale taką pełną dojrzałość. Mądrych, odpowiedzialnych ludzi, którzy są gotowi do samodzielnego startu w życiu. To jest właśnie to!!!

R: Hm... Panią to cieszy, a niektórzy wręcz przeciwnie: biorą to za mijanie czasu. Tutaj uczeń jest w pierwszej klasie, a zaraz w czwartej...

EH:  O nie! Czasami takie myśli się pojawiają, ale nie w tym kontekście. Jak patrzę na człowieka, takiego właśnie na przestrzeni czterech lat, jak on jest tutaj z nami - to jest życie, które mija, a że życie mija, to co my na to poradzimy? Tak to już jest, ale ja tego nie rozpatruję w takich kategoriach. Czasami sięgam pamięcią i różne roczniki mi się pojawiają, przypominają się różne twarze, różne osoby. Z rozmaitych powodów, które mi tak utkwiły. Klasy, które miałam. To rzeczywiście napełnia mnie taką nostalgią, czasem trochę wręcz przerażeniem, że to tak szybko płynie.... Szalenie! - tak szalenie. Ja nie mogę pojąć, że to jest prawda. Ale to właśnie ten moment, kiedy widzę ucznia, na wejściu i na wyjściu, (dydaktyka tak mówi brzydko). Uczeń, który wchodzi do szkoły i wychodzi - kolosalna zmiana! To jest właśnie to. Każdy ma sukcesy.

R: Czy praca zajmuje najważniejsze miejsce w Pani życiu, czy są jeszcze jakieś ważniejsze wartości?

EH: Wiesz... nie powiem Ci, czy najważniejsze, czy nie najważniejsze, ale bez tej pracy, bez szkoły byłabym nieszczęśliwa.

R: A jak na to reaguje Pani rodzina?

EH: Moja rodzina jest do tego przyzwyczajona. Mówią, że ja bym bez szkoły umarła. Moi synowie powiedzieli kiedyś (tacy tam, kilkuletni chłopcy), że jak dorosną, to nigdy nie będą mieć żony nauczycielki /śmiech.../, bo jak się ma nauczycielkę w domu, to albo jest na wycieczkach, albo ma wywiadówki, albo sprawdza klasówki, albo gdzieś z klasą wychodzi... Ale ja sobie organizuję to wszystko. To jest naprawdę kwestia zorganizowania, pogodzenia tego. Ja nie czuję, że coś kosztem czegoś się odbywa. Odnoszę wrażenie, patrząc na mój dom, na moich najbliższych, na szkołę, że to wszystko chyba jakoś udaje mi się...

R: Zmieńmy może nieco temat. Jak Pani Dyrektor ocenia szkolną gazetkę i pracę redakcji?

EH: Super! To jest to, czego ostatnio brakowało w naszej szkole. Nie może być porządne liceum bez porządnej gazety! A że jesteśmy bardzo porządnym liceum, to chyba nie ma wątpliwości... Ja widzę świetlaną przyszłość przed gazetką!
R: Czy zechciałaby Pani, by w tej gazetce ukazało się coś szczególnego? Czy czegoś w niej Pani brakuje?

EH: Powiem Ci szczerze, że nie. Bardzo mi się podobają np. zawsze aktualne informacje, tematy, które w danym momencie się powinny ukazać, bo wynikają czy to z kalendarza, czy z życia szkoły; czy jakieś zdarzenia, które nas faktycznie nurtują. Bardzo sympatyczne są takie króciutkie wypowiedzi nauczycieli, tak jak to było ostatnio...

R: ...o studniówce.

EH: Prawda? To takie bardzo sympatyczne. Problemy, które was dotyczą, a więc na przykład związane z muzyką, literaturą, właśnie taką dla młodych ludzi. Ale myślę, że nie tylko dla młodych, bo i dla starszych. Człowiek wtedy lepiej widzi młodzież, jak wy na to patrzycie. Gazetka bardzo mi się podoba, naprawdę. Ja nie potrafię Ci powiedzieć, czy czuję jakiś niedosyt, czy coś jeszcze bym chciała. Takie dobre to jest, że jeszcze więcej by się poczytało. Zanim dojadę do Fordonu, to przecież cały numer trzy razy przeczytam... Ale to wina Fordonu, że tak daleko.

wywiad przeprowadził
Łukasz Krobski

TEMAT MIESIĄCA: PAJDOKRACJA CZYLI RZĄDY MŁODYCH


     Co roku do Warszawy na siedmiodniowe obrady Sejmu Młodych zjeżdża młodzież z całej Polski, aby debatować nad problemami, które bezpośrednio dotykają dzieci i nastolatków. Tematami przewodnimi tych spotkań są zazwyczaj: przemoc w rodzinie, brak dostępu do edukacji i wszechobecna (szczególnie w krajach Afryki) nędza. W ten sposób młodzi ludzie uczą się dostrzegać i pomagać innym w dostrzeganiu tych problemów. Kolejnym bardzo istotnym elementem jest możliwość przedstawienia pomysłów, które mogłyby położyć kres wszelkim "dorosłym" zmartwieniom dzieci i uczynić ich dzieciństwo czasem niepowtarzalnym i wspaniałym. Niestety w obradach tych mogą wziąć udział tylko nieliczni.

     Większości z nas bliższe jest bez wątpienia forum klasy niż forum parlamentu. Wielokrotnie wielkie przedsięwzięcia kojarzymy tylko z wielkimi ludźmi w żaden sposób nie przypominającymi nas samych. Lecz oni kiedyś też byli młodzi i nasze obawy były także ich obawami. Tak naprawdę jako ludzie młodzi wcale się od nas nie różnili. Wniosek nasuwa się sam- ty też możesz zostać wielkim człowiekiem, musisz tylko chcieć i włożyć w to całą swoją pracę i serce. Nie obędzie się oczywiście bez wyrzeczeń lecz cóż się nie robi, aby osiągnąć wymarzony cel.

     Od czego zacząć? Jest rzeczą oczywistą i poniekąd naturalną, że młodzi ludzie odgrywają minimalną rolę w kierowaniu państwem jednakże nie rozpoczyna się nauki pływania od głębin morskich. Zacznijmy od płycizny, najbardziej nam znanej formy pajdokracji-Samorządu Uczniowskiego. Jest on organem rozpatrującym i przedstawiającym gronu pedagogicznemu pomysły, uwagi uczniów, a także przedstawicielstwem całej społeczności szkolnej. Swoje spostrzeżenia, rozwiązania powinieneś kierować właśnie tam. Tylko w ten sposób Twoje pomysły mogą być urzeczywistnione. Może jest to najwyższy czas, aby zmienić swoje nastawienia z biernego na prężne działanie. Chociaż altruizm i poświęcanie się sprawie wyższej jest w naszym materialistycznym świecie tematem często pomijanym, niedocenianym warto zburzyć kolejny mur i pokazać na co Cię stać. Bez walki, czynu niczego nie osiągniemy tylko akcja i zjednoczenie się dla dobra wspólnej sprawy może prowadzić do sukcesu.

     Nie zapominaj, że Ty również jesteś uczniem IV LO i Ty także jesteś odpowiedzialny za sytuację w naszej szkole. Zabierz głos w sprawie, która Cię bulwersuje w środowisku naszego liceum. Może Twoje "odkrycie" stanie się impulsem do przeprowadzenia pewnych zmian. Pierwszy krok należy jednak do Ciebie. Samorząd Szkolny jako reprezentant i obrońca Twoich interesów i poglądów postara się na pewno, aby Twoja uwaga (jeśli jest uzasadniona) nie przepadła. Wierząc w Twoją młodość i świeżość umysłu życzę Ci zrealizowania najskrytszych marzeń.

Rasta

CO W KULTURZE PISZCZY?

Byłam na "Weselu"

     12 lutego 2002 roku o godz. 19.00 na deskach Teatru Narodowego w Warszawie wystawiony został spektakl pt.: "Wesele" Wyspiańskiego w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego. W rolach głównych wystąpiła plejada znakomitych, polskich aktorów, takich chociażby jak: Wojciech Malajkat, Zbigniew Zamachowski, Dorota Segda, Jerzy Treka czy Artur Żmijewski. Doborowa obsada oraz doskonała ścieżka dźwiękowa to tylko nieliczne z walorów, które sprawiły, że w Sali Bogusławskiego zapanowała fascynująca aura tajemniczości, powagi i niezwykłego skupienia. To widowisko niezwykle atrakcyjne w odbiorze, bo dynamiczne, pełne zdarzeń i emocji. Ważne jest także, że reżyser potrafił umiejętnie oddać nastrój wiejskiego wesela, sprawnie ukazać idee utworu nie zapominają przy tym o nutce humoru. Mnie jednak najbardziej zaciekawiła postać Rachel, w którą wcieliła się D. Segda. Myślę, że aktorka doskonale odtworzyła rys psychologiczny tej postaci i wraz z nieco humorystyczną postacią poety (Zamachowski) utworzyła równoważnię dla całego spektaklu. Jednocześnie w całym przedstawieniu zabrakło odrobiny napięcia w chwilach wymagających tego, ale może to wynikało z mojego rozproszenia, które nastąpiło, gdy ujrzałam A. Żmijewskiego w roli Widma.

     Widowisko w efekcie końcowym, uważam za bardzo udane i zachęcam do częstszego odwiedzania teatru, gdyż wbrew naszym pozorom, może być całkiem interesująco.

Ewelina Kownacka


Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Copyright (C) by ZSO4 2001-2011