OKIEM REFLEKSYJNEGO KRYTYKAPuff jak gorąco, uff jak gorąco w szatni naszej...
Na pewno zgodzicie się ze mną drodzy znajomi, że samo przekroczenie progu naszego liceum wiąże się z poważnymi konsekwencjami! A zwłaszcza zimą, gdy większość z nas swe pierwsze kroki kieruje do szatni. Wszystkich łączy wspólny cel: aby jak najszybciej i w miarę bez szwanku dla ciała pozbyć się swojego okrycia.

Chociaż dla ludzi niewtajemniczonych w życie szkoły problem ten może wydawać się śmieszny, jednak dla nas jest on na miarę prawdziwej walki o przetrwanie. Teraz wszyscy zgodnie postępują w myśl zasady: "cel uświęca środki" co w praktyce oznacza przepychanki i inne brutalne sposoby na to by przedostać się do przodu. Szczęśliwcy, którym udało się odwiesić swoje kurtki próbują teraz dla odmiany wydostać się z tego zatłoczonego miejsca. I jest to, trzeba przyznać, niemały problem: nie dość, że można zostać stratowanym przez uporczywie napierający z każdej strony tłum, to istnieje także ryzyko stracenia równowagi poprzez potknięcie się o porzucony plecak... Jeżeli już udało się Wam w spokoju pójść na pierwszą lekcję, nie cieszcie się zbyt prędko bo jak mówi angielskie powiedzenie "the worst is yet to come..." co nie oznacza końca przykrych

niespodzianek...
Kiedy po ciężkim dniu, będąc skrajnie wyczerpani psychicznie, chcielibyście wreszcie iść do domu musicie stawić czoła jeszcze jednemu, bodajże najcięższemu wyzwaniu - odebrać to, co z takim trudem udało Wam się zostawić tu rano. Już przy schodach na parterze musicie zacząć przedzierać się przez gęsty tłum. W tak zwanej "godzinie szczytu" nie ma czasu na chwilę nieuwagi. Chyba, że chcecie spędzić kilkanaście dodatkowych minut w szkole... A więc pozostaje nam znowu usilnie próbować przedostać się do pomieszczenia gdzie zostawiliśmy kurtkę. Niejedna osoba może poczuć zrezygnowanie jeśli okaże się, że dzieliło ją parę sekund od upragnionego wejścia, ale niestety decyzją nieugiętej pani szatniarki właśnie zamknięto daną szatnię...
I co zrobić? Na pewno nie był to pierwszy ani ostatni raz więc radzę się nie załamywać. I jeszcze jedno - najlepiej poszukajcie osoby, w której tli się jeszcze płomyczek dobrego humoru (o co w takiej sytuacji niezmiernie trudno...) Śmiejcie się chociażby przez łzy i pomyślcie, że nie wszędzie można przeżyć coś podobnego!